ck
Zgoda
Szczegóły
O plikach cookies
Niniejsza strona korzysta z plików cookie
Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług.
Ciasteczka systemowe
Niezbędne pliki cookie przyczyniają się do użyteczności strony poprzez umożliwianie podstawowych funkcji takich jak nawigacja na stronie i dostęp do bezpiecznych obszarów strony internetowej. Strona internetowa nie może funkcjonować poprawnie bez tych ciasteczek.
Ciasteczka reklamowe
Marketingowe pliki cookie stosowane są w celu śledzenia użytkowników na stronach internetowych. Celem jest wyświetlanie reklam, które są istotne i interesujące dla poszczególnych użytkowników i tym samym bardziej cenne dla wydawców i reklamodawców strony trzeciej.
Ciasteczka statystyczne
Statystyczne pliki cookie pomagają właścicielem stron internetowych zrozumieć, w jaki sposób różni użytkownicy zachowują się na stronie, gromadząc i zgłaszając anonimowe informacje.
Pliki cookie (ciasteczka) to małe pliki tekstowe, które mogą być stosowane przez strony internetowe, aby użytkownicy mogli korzystać ze stron w bardziej sprawny sposób.

Prawo stanowi, że możemy przechowywać pliki cookie na urządzeniu użytkownika, jeśli jest to niezbędne do funkcjonowania niniejszej strony. Do wszystkich innych rodzajów plików cookie potrzebujemy zezwolenia użytkownika.

Niniejsza strona korzysta z różnych rodzajów plików cookie. Niektóre pliki cookie umieszczane są przez usługi stron trzecich, które pojawiają się na naszych stronach.

W dowolnej chwili możesz wycofać swoją zgodę w Deklaracji dot. plików cookie na naszej witrynie.

Dowiedz się więcej na temat tego, kim jesteśmy, jak można się z nami skontaktować i w jaki sposób przetwarzamy dane osobowe w ramach Polityki prywatności.

Prosimy o podanie identyfikatora Pana(Pani) zgody i daty kontaktu z nami w sprawie Pana(Pani) zgody
arrow Wróć
search
Wyszukaj

Znowu nie palę :)

29.06.2010

Paliłam wiele lat, z radością i bez umna:). Nie, można powiedzieć, e bez zastanowienia, o nie! Świadoma następstw, bolesności umierania w dusznościach, świadoma niedogodności jakie niesie ze sobą bronchoskopia i chemia czy naświetlania. Świadoma, a mimo to głupia i niewolniczo oddana przemysłowi tytoniowemu. Zaczęło się jakoś niewinnie na licealnym spacerze, a potem szło już tak dobrze, że do śniadania miewałam zaliczone ze 3 papierosy, a bilans dnia bywało, że kończył się na 30. Owszem sen z powiek spędzała mi perspektywa długiej i bolesnej choroby na własne życzenie, ale żaden dynamit by mnie od tego niebieskawego dymku nie oderwał. W tym lekkim zaczadzeniu i ogólnym przytruciu wytrwałam 8 lat. Szkody w organizmie były niewielkie, a przynajmniej niewidoczne gołym okiem, bo człowiek młody, kipi świeżością, kondycje i tak ma nie najgorszą, a cera jeszcze daje sobie radę z tym co jej się funduje.

Co innego palacze wieloletni, tych na kilometr widać, tzw. palące rączki z pożółkniętymi chwytaczami, zęby przyprószone na brązowo, cera jakaś wymęczona, zszarzała no i charakterystyczna chrypka z mokrym i jakże nieprzyjaznym dla obcego ucha mokrym kaszelkiem.

Rzucenia nie przewidywałam. Owszem marzyłam o rzeczywistości wolnej od dymu, ale nijak na nią się nie zapowiadało . Pozostawałam głucha na argumenty finansowe. Miałam przemnożone wartości paczek na tytonio-lata i te przeliczone na kolejne dobra materialne, kosmetyki i mercedesy, których się pozbawiam, ale mi to dyndało.

Na dodatek uwielbiałam palić. Ten błogostan przy zaciąganiu się szarawym dymkiem przy kawie, cudowne uczucie odprężenia i wolności... Jakiej wolności ,chciałoby się powiedzieć. Ano niby nijakiej, jak człowiek lata od knajpy do knajpy w poszukiwaniu stolika dla palących lub gdy przestępuje z nogi na nogę w kinie do wyjścia, żeby móc wreszcie po dwóch godzinach oderwania od nikotynowej macierzy połączyć z nia swoje płuca.

A jednak dla palacza to chyba j manifest wolności. Niepalący nie mogą palić, a ja owszem mogę i do do woli:). Mało tego, w swojej prostocie pojmowania świata i dzielenia go na palących i tych żyjących jałowo .... podejrzewałam niepalących o to, że ich życie jest potwornie nijakie, bez smaku, bez celu. No bo siedzi sobie taki w kawiarni, przy stoliku i co? i nic:). po prostu pije kawę i siedzi, a ja mogę zapalić po kawie, przed kawą, a nawet jeszcze w czasie popijania kawy.

Udało się rzucić po 10 latach po studiach. Wydawało się nieprawdopodobne a jednak dałam radę. Nie podejrzewałam siebie o to, bo żadne zapalenie płuc, nocne ataki kaszlu w przeziębieniu nie były wstanie przywrócić mnie do zdrowego rozsądku.

Nie bardzo odstraszały tez makabreski w postaci płuc palacza lub raka krtani. Nie przemawiały też względy estetyczne, że wszechobecny w ciuchach i włosach odór tytoniu towarzyszy mi od rana do wieczora i pozostawia zapewne smugę niewidoczna dla mnie jednak dość uciążliwą dla otoczenia. Przypuszczałam, że będą mi wieczko do trumny przybijać, a ja je jeszcze odchylę i poproszę o ostatniego macha:). Takim wiernym i oddanym palaczem byłam.

Razu pewnego... stało się! Rzuciłam. Rzuciłam to może zbyt szumnie powiedziane, po prostu nie zapaliłam od obiadu do wieczora, potem do rana , potem do kolejnej nocy i tak jakoś poszło. Szło mi bardzo dobrze przez blisko 20 lat. Szło na tyle dobrze, że o dziwo popijałam kawę i nie paliłam a ni nawet nie myślałam o paleniu, wychodziłam w pociągu na korytarz i po prostu bezproduktywnie podziwiałam pejzaże za oknem, a w w teatrze, w antrakcie przechadzałam się w te i jeszcze raz w tamte. Słowem żyłam zdrowo i jałowo ze świadomością, że jak staremu alkoholikowi nie wolno mi nigdy wziąć tego świństwa do pyska. Świnia by pewnie tego nie wzięła, ale człowiek się różni znacząco od świni i pewnego słonecznego popołudnia znowu się sztachnęłam.

Śliwka w kompot, kamień w wodę, a ja w nałóg. Incydent trwał ponad rok. Rok koszmarów sennych o tym co mi onkolodzy tego świata zrobią jak jeszcze trochę popalę, rok obiecanek, że rzucam, bo przecież dziś już nikt nie pali i to po pierwsze szkodzi po drugie kosztuje, po trzecie zabiera kupę czasu, po czwarte.... argumentami doszłabym do setki. Cóż, kiedy argumenty znałam na pamięć, a rzeczywistość dalej opleciona nałogiem.

Znajomi pamiętający mnie zajadającą sałatę z cykorią posypane pietruszką oczom nie wierzyli. Wróciło mięsa, zniknęły sałatki przygotowywane bladym świtem, żeby w pracy nie skazić się batonem z bufetu czy kanapką z białym pieczywem.

Ja, która udowadniałam wszystkim wyższość stempla na jajku z zerem nad wstrętną kurnikową trójką, ja propagator przecierania lustra sodą i cytryną, wspinaczki po schodach na 10 piętro i życia w zgodzie z wszelką nieskażoną jeszcze naturą, beztrosko wymykałam się na kolejne papierosy i stawałam się jedną wielką popielnicą.

Oczywiście cały czas deklarowałam wolę rzucenia nałogu. Koleżanka chcąca odwieść mnie od palenia spędziła ze mną dobrowolnie:) cały dzień. Pilnowała mnie od rana do nocy. Na dobranoc obdarowała pękatym bukietem pięknych róż. Zostawiła z dobrym filmem, książką, obłożona łakociami i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku odmeldowała się do domu. Nie paliłam 3 dni i byłam pewna, że już po krzyku. Błąd w rozumowaniu. W drodze do pracy stanął mi na drodze kiosk ruchu i na abarot to samo. ..niczym we fraszce "O doktorze Hiszpanie" : doktor nie puścił, ale drzwi puściły:).

Znowu kolejne próby i marudzenie, że tak być nie może. No nie może, bo skoro jakoś 20 lat mi się za papierosami nie ckniło to znakiem tego da się wyżyć bez tego i to całkiem zwyczajnie. Indoktrynowałam się potwornymi zdjęciami oskrzeli i płuc tych, co już zeszli "na palenie". Nie poskutkowało. Patrzyłam na to ohydztwo i ... sięgałam po papierosa. Kompletne wariactwo odcinać sobie płuca, a jednak było mnie na to stać i udało mi się całą zdrowotność puścić z dymem:) . Idiotyczna sytuacja. Ja neofita głoszący wszem i wobec, że palnie jest be, a marszobiegi i surowy kalafior cacy ostentacyjnie pławiłam się w dymie papierosowym. Jakoś czułam, że to już od lat nie moja bajka i że wymarli niemal wszyscy ci, którzy kojarzyli mnie z papierosami. Jednak mimo świadomości całej tablicy Mendelejewa zawartej w każdym machu paliłam ranki i wieczory z naciskiem na wieczory, bo wtedy machy stawały się coraz bardziej zachłanne. Jasne, musiały starczyć do rana:).

I co... ano da się wszystko! Nie palę! Fajne to to nie jest, bo dalej powtarzam, że lubię palić, ale pocieszam się, że jeszcze kilka dni i się w tej abstynencji rozsmakuję. Właśnie mija drugi tydzień tego wyjałowionego życia. Zalet tego stanu rzeczy jest mnóstwo, od lepszego snu, odzyskanego powonienia i smaku, poprzez kieszonkowe na waciki i na perspektywie dożycia późnej starości kończąc. Cieszę się i to cholernie, choć niedowierzam, cieszę, bo myślałam, że juz pozamiatane i moje zdjęcie będą wklejać w Wikipedii jako ilustracje do hasła "cera palacza".

Gdyby ktoś z Czytelników potrzebował wsparcia i szturchnięcia do rzucenia to jestem do usług. Da się, nie boli, nie jest awykonalne:) i nie zubaża życia, a za to wzbogaca doznania i kieszeń.

kunegunda:)

 

Twoja opinia jest dla nas ważna - oceń artykuł:
star star star star star
Obserwuj nas na Google News
gn