header


Druga strona miasta

Druga strona miasta

W styczniu do księgarni trafił elektryzujący debiut kryminalny Karoliny Szewczykowskiej pt. „Druga strona miasta”. Zapraszamy do zapoznania się z fragmentem książki.

Jest wpół do pierwszej, a ja po prostu wiem, że nie wytrzymam tego ani minuty dłużej. Mam ochotę chwycić nóż i wbić go sobie prosto w serce. Czy mnie na to nie stać? Mnie, oazę spokoju, miłosierdzia i łagodności, wcielonego anioła. Złapię za rękojeść, wepchnę sobie ostrze w miękkie ciało! Trudno w to uwierzyć? Jestem w histerii, a przez krótką, ledwie uchwytną jak frunące w powietrzu nasionko mleczu, chwilę chce mi się śmiać.

Moja terapeutka nie przyszła, choć ją o to błagałam. Byłyśmy umówione! Myślałam, że się spóźni, jednak wcale się nie pojawiła, nie dała znaku życia. Nie odebrała nawet telefonu i poczułam się jak trędowata. To takie do niej niepodobne! Na przemian byłam rozżalona i wściekła. Jak mogła mnie tak zostawić? Teraz przecież potrzebuję jej pomocy jeszcze bardziej! Rano pokłóciłam się z ojcem, który zjawił się niezapowiedzianie, żeby spytać, czy rzeczywiście zgadzam się sprzedać swoje udziały w firmie. Dał mi wyraźnie do zrozumienia, że on tego zrobić nie zamierza (kolejny raz pozwoliłam mu się oszukać). Śmierdział alkoholem, choć zachowywał się normalnie. Miał spocone czoło, podkrążone oczy i rozglądał się po salonie, jakby czegoś szukał. Dawno go nie widziałam i szczerze mówiąc, byłam zaskoczona, więc nie zareagowałam jak należy. A wiadomo, jak należy – od razu przechodzisz do ataku – tak, u nas tak jest. Na odchodnym spytał, czy wszystko dobrze, i spojrzał na mnie tak, jakby wiedział, że nic nie jest dobrze, bo moje życie jest porażką od samego poczęcia. Zrobiło mi się słabo. Oczywiście, cała zlana potem odpowiedziałam, że w porządku, ale jestem pewna, że nie uwierzył. „Zostaw stare sprawy”, powiedział, nie patrząc na mnie, i zaczął się śmiać. Trzęsącymi się rękami zamknęłam za nim drzwi i pobiegłam do pokoju na górze, by zadzwonić do terapeutki. Nie odebrała.

Nie zdążyłam ochłonąć, gdy znów odezwał się dzwonek. Tym razem przyszedł Marek. Przywitał mnie z braterskim, udawanym uśmiechem i powiedział, że nie mogą się z Ewą doczekać wieczornego spektaklu. Że na pewno pójdzie dobrze. Przecież to jasne, że sobie poradzę, prawda? Niby mimochodem spytał, czy był Zbyszek. Odpowiedziałam, że tak. Mój piękny starszy brat zmarszczył brwi (zawsze wtedy wyglądał jak rzymski posąg z prostym nosem i idealnymi rysami twarzy). Ubiegając jego pytanie, potwierdziłam, że absolutnie nie zmieniłam zdania. Dałam mu odczuć, że powinien sobie pójść. On również odwrócił się w drzwiach i spytał, czy wszystko w porządku. Potwierdziłam i prawie zepchnęłam go ze schodów. Stojąc przy furtce, krzyknął jeszcze: „Do zobaczenia na spektaklu!”. Na szczęście sąsiedzi wyjechali. Niepotrzebny mi tu jeszcze dodatkowy cyrk. Szybko zamknęłam drzwi.

Przyszedł też on. Wiedział, że nie powinien – powiedziałam mu to jasno, kiedy ostatnim razem się widzieliśmy. Pojawił się jak zwykle bez zaproszenia. Ujrzałam go i stało się ze mną coś, czego nie potrafię nazwać. Kazałam mu natychmiast wyjść. Protestował, ale nie dałam mu powiedzieć nic więcej. Nie miałam ochoty ani na niego patrzeć, ani go słuchać. Zamknęłam oczy i widziałam wszystko to, czego nie powinnam była zobaczyć. Czy musiało się to zdarzyć właśnie dzisiaj? Czułam rosnącą irytację. Zdałam sobie sprawę, że chyba (nie jestem tego zupełnie pewna) zrobiłam coś strasznego. Jeśli tak było – nie będzie dla mnie dobrego rozwiązania.

Kiedy wyszedł, zaczęłam ćwiczyć kwestie ze spektaklu. Miałam pustkę w głowie, poszczególne słowa nie zawsze składały się w sensowną całość. Z trudem powtórzyłam kilka stron, gdy przyjechał Adam. Powiedział, że skończył wcześniej spotkanie na mieście. Moim skromnym zdaniem żadnego spotkania nie było. Chciał uśpić moją czujność i pokazać, że on się stara i tak naprawdę nie zależy mu na pieniądzach za sprzedaż firmy. Potraktowałam go jak intruza, dając do zrozumienia, że mi przeszkadza w przygotowaniach. Chciał porozmawiać, ale ja nie miałam ochoty. Gdybym zaczęła mówić, mogłabym wylać to wszystko, co tłamsiłam w sobie i mieliłam z terapeutką od tylu pieprzonych miesięcy. Potężny, ciężki i cuchnący rzyg. W końcu nie wytrzymał ciszy przepełnionej gęstniejącym napięciem i opuścił dom niczym niechciany kochanek. Czego on właściwie chciał? Mój biedny, zagubiony mąż. Czy myślisz, kochanie, że mogłabym sobie coś zrobić? Za każdym razem, kiedy patrzysz na mnie spojrzeniem niby błagalnym, a ja dostrzegam w nim również nienawiść (tak, jesteś, mój mężu, słabym aktorem), jest mi ciebie żal. Nic nie pomagają moje tłumaczenia. Gówno rozumiesz, taka jest prawda. Choć tak bardzo bym chciała, żeby było inaczej.

Powoli się poddaję. Obezwładnia mnie strach i przeczucie, że zaraz wydarzy się coś potwornego. Czerwona suknia leży na kanapie niczym porzucona zbroja unurzana we krwi. Materiał mieni się w południowym słońcu tak, że muszę na moment odwrócić wzrok. Zamykam oczy, a pod powiekami nadal drży świetlisty obraz, który rozmazuje się coraz bardziej, aż staje się jasną, pozbawioną plam taflą. Zaczynam wyobrażać sobie, jak będę wyglądać po śmierci. Jaki odcień przybierze moja skóra? Jak szybko zgniję? (W taki upał szybciej, tak czytałam). Czy moje oczy pozostaną otwarte? Czy będę wyglądać ładnie? Wiem, że trupio, ale może będzie w tym coś majestatycznego? Wszystko zależy od tego, jak umrę, to dla mnie oczywiste. Nie, nie chcę umierać. Po prostu tak strasznie się boję i mój tok myślenia odbiega w tej chwili od normy. Już nie wiem, czy jestem w roli, czy poza nią. Czy może obrosłam nią już do tego stopnia, że wariuję?

Zamiast noża chwytam telefon i dzwonię po Martę. Z nią też byłam umówiona, ale niech przyjdzie wcześniej – mam teraz więcej czasu, a nie chcę tu siedzieć sama. Manikiur jest ostatnią rzeczą, którą powinnam teraz zrobić. Kogo obchodzą paznokcie, kiedy tak blisko czai się morderca? Ale ja jednak je pomaluję. Na czerwono. Jeśli zagram wieczorem premierę Motyla zmierzchu… (Coraz bardziej w to wątpię. Czuję, że moje chwile są policzone). Dlatego śmieję się nerwowo sama do siebie. Premiera okaże się sukcesem. Wiem, że po mojej śmierci wykupią bilety na cały sezon.

Piszę swoje notatki. (Nie lubię słowa „pamiętnik” – jest zbyt retro. Zresztą wcale nie jestem pewna, czy chcę pamiętać wszystko to, co tu od roku zapisuję. Porządkuję myśli i usiłuję zapobiec kolejnym napadom paniki, ot co). Przerywam pisanie, zaczynam krążyć po salonie i obijam się jak mucha o szybę, kiedy chce wydostać się na zewnątrz, a nie może. Obserwuję siebie z góry i przykro mi na to patrzeć. Coraz bardziej żal mi samej siebie.

Obchodzę salon. Przyglądam się wszystkim przedmiotom tak zachłannie, jakbym widziała je po raz pierwszy, a zarazem ostatni. Salon wydaje mi się mały jak pudełko zapałek. Wielkie okna, przez które wpada dużo światła, przypominają lodowe wrota przybrane w firany niczym kapryśny welon panny młodej. Kanapa, której miękkość sprawia, że jest moim ulubionym meblem, znajduje się pośrodku. Biały kominek, przy którym stoją ciężkie posążki greckich bogów (nie mam pojęcia, kto je przywiózł, ale sądzę, że był to mój ojciec). Lustro w ciężkiej, pozłacanej ramie, w którym nigdy się sobie nie podobałam, bo wyglądałam z pięć lat starzej. Kilka obrazów małej wartości, z którymi nie wiadomo, co zrobić. Szczególnie z dwoma portretami, których pochodzenia nigdy nie byłam w stanie ustalić. Nobliwa siwa pani i szlachetny starszy pan, których spojrzenie zawsze mnie niepokoiło.

Przeszłam do holu, w którym było najchłodniej. Przystanęłam przy starych zdjęciach prawie całej mojej rodziny. Najpierw mama, brat, ojciec i ja. Potem również Adam i dzieci. Chwile zamknięte pod kawałkami zakurzonych szybek. Kto by pomyślał, że z nami wszystkimi jest coś nie tak? Te zastygłe uśmiechy na opalonych twarzach, wspólne biesiady i święta, których już nikt nie pamięta, bo po co? Odwróciłam z niechęcią wzrok i spojrzałam w kierunku białych schodów. Mój brat, gdy był małym dzieckiem, omal się na nich nie zabił… Dlatego zamontowałam bramkę, żeby nie narazić moich dzieci na podobne ryzyko. Zawahałam się, ale zdecydowałam, że nie wejdę do kuchni – to królestwo Barbary. Ja nie lubię tego miejsca – jest zbyt sterylne. Zaczęłam wspinać się po schodach, trzymając się kurczowo poręczy. Z góry hol wygląda inaczej. Kolorowy, kwiecisty dywan niczym obraz szesnastowiecznego malarza zachęca mnie do skoku. Gdy weszłam na górę, nie poszłam do swojej sypialni. Sięgnęłam po kluczyk ukryty za obrazem wiszącym na ścianie tuż przy schodach. Chwyciłam go w dłoń i podeszłam do drzwi pokoju znajdującego się na końcu korytarza. Otworzyłam je i przekroczyłam próg. Czułam kurz unoszący się w powietrzu i zapach lekarstw. Białe ściany, bo takie były zawsze i tak miało zostać. Pokój, który nie pasował do reszty pomieszczeń. Jedyna pamiątka przeszłości. Otworzyłam szafę. Wyjęłam mały przedmiot. Owinęłam go w jedwabną chustkę. Zamknęłam z powrotem drzwi i z pośpiechem wróciłam na dół, nerwowo oglądając się za siebie, jakby ktoś mnie gonił.

Druga strona miasta okladka

Mam jeszcze godzinę do przyjścia Marty. Postanawiam przymierzyć suknię, a potem położyć się choćby na kwadrans. Cała się kleję – nie wiem, jak się wbiję w tę suknię, słowo daję, to będzie męka. Słabo spałam tej nocy (zawsze jestem spięta przed premierą, a teraz dodatkowo po sesjach). Może się uspokoję, jeśli się zdrzemnę? Tak, powinnam się uspokoić.

Moje serce bije bardzo szybko, gdy układam się na sofie owinięta w delikatny aksamit sukni, i uspokaja wolno, gdy nadchodzi sen. Niespodziewany powiew porusza nagrzane powietrze. Okiennica delikatnie uderza o ścianę. Nie słyszę żadnych kroków, nie czuję niczyjego dotyku. To do mnie niepodobne, że w środku dnia zapadam w sen niczym niemowlę. Niemowlę jednak nie jest złe. Ja jestem. Każdy ma swoją gorszą stronę – tak mawia moja terapeutka. I ja w to wierzę.

Ona jednak o tym nie wie, że ja naprawdę jestem złą kobietą. Po prostu nie zasługuję na to, żeby chodzić po tym świecie. Nie mam pojęcia, czy mi się to śni, czy rzeczywiście usiadłam na sofie i ujrzałam w drzwiach moją matkę. Poznałam ją, choć tyle czasu minęło od jej śmierci. Uśmiechnęła się delikatnie i już wiedziałam, że przyszła po mnie. Nie ma się co szarpać, myślę we śnie z rezygnacją. Wyciąga do mnie ręce. Przytulam się do jej zimnego policzka, który stapia się powoli z moim, tworząc jedność. Nie boję się. Już się nie boję.

Zapraszamy do zapoznania się z fragmentem książki.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Zdrowie Seniora

  • Ciemne plamy na skórze

    Muszelka znad morza, ciupaga z Tatr, a na twarzy ciemne plamy? Pamiątki po lecie nie zawsze muszą się dobrze kojarzyć. Kobieca skóra jest podatna na różnego rodzaju problemy, od przebarwień poprzez rozszerzone naczynka, aż po fotostarzenie. Kiedy jesień jest już w pełni, to czas, aby się z nimi rozprawić. Podpowiadamy jak się ich pozbyć, a także radzimy, kiedy rozpocząć laseroterapię.

    Przebarwienia

    Krem z filtrem i kapelusz to obowiązkowe elementy wakacyjnego bagażu. Jeżeli jednak chciałaś złapać trochę słońca i zapominałaś o fotoprotekcji, to na twojej skórze mogły się pojawić ciemniejsze plamki.

    Więcej…  
  • Zajady – jak się ich pozbyć?

    Częściej dokuczają nam jesienią i zimą, objawiają się tym, że kąciki ust pękają oraz wysychają i z pewnością nie dodają urody. Zajady – kto z nas ich nie miał? Skąd się biorą i jak je wyleczyć?

    Zajady kontra Człowiek

    Niechciane i irytujące zajady (łac. cheilitis angularis) to owrzodzenia występujące w kątach ust. Objawy są chyba znane nam wszystkim – w kącikach lub kąciku tworzą się bolesne nadżerki, skóra może być zaczerwieniona, spękana, opuchnięta, łuszczy się, swędzi i piecze, mamy problem z otworzeniem ust, a co za tym idzie z jedzeniem, czasem występuje również nieprzyjemny posmak.

    Więcej…  
  • Ćwiczenia wspomagające pracę mózgu

    Mózg, podobnie jak inne narządy budujące organizm, do prawidłowego funkcjonowania oraz rzetelnego wykonywania przypisywanych mu zadań potrzebuje wsparcia. Staje się ono szczególnie ważne zwłaszcza u osób starszych ze względu m.in. na pogarszający się stan zdrowia. Wspomaganie pracy mózgu powinno opierać się przede wszystkim na jego odżywieniu, a także wykonywaniu ćwiczeń wpływających na zachowanie właściwego poziomu koncentracji, dobrej pamięci czy pobudzenie do działania neuronów.

    W pierwszym przypadku należy spożywać produkty zawierające cenne składniki odżywcze – witaminy z grupy B, nienasycone kwasy tłuszczowe i minerały w postaci lecytyny, cynku, żelaza, potasu, fosforu bądź magnezu.

    Więcej…  
  • Bezsenność

    Bezsenność to bardzo poważny problem, który pociąga za sobą konsekwencje zdrowotne. Człowiek, który nie może zasnąć jest nie tylko zmęczony i poirytowany, z czasem zaczyna również odczuwać inne skutki zdrowotne. Brak snu trwający ponad 3 doby można uznać już za problem. Aby nie czuć się zmęczonym, trzeba przespać przynajmniej 7 godzin na dobę. W innym wypadku po pewnym czasie pojawia się znużenie, zmęczenie i problemy z koncentracją.

    Więcej…  
  • Srebro koloidalne zwalczające bakterie

    Niejonowe srebro koloidalne zwalcza nawet te bakterie, które są odporne na działanie antybiotyków. Bardzo małe cząsteczki tego metalu szlachetnego, zawieszone w płynie, w przeciwieństwie do antybiotyków nie wykazują działań ubocznych. Najlepiej wybrać srebro, które posiada nanocząsteczkę w kształcie płytek, co wielokrotnie zwiększa powierzchnię czynną.

    Nie tylko biżuteria.

    Gdy słyszymy słowo srebro, w pierwszej kolejności myślimy o łańcuszkach, pierścionkach czy kolczykach. Jednak ten metal szlachetny ma również zastosowanie zdrowotne, o czym wiedzieli już w starożytności.

    Więcej…  
  • Czego unikać w czasie wizyty u lekarza?

    Zastanawiałeś się kiedyś, jak wygląda wizyta u lekarza widziana jego oczami? Co go drażni, co denerwuje, a czemu się dziwi? Zaglądamy za drugą stronę lustra i zdradzamy to, czego lekarz nie powie Ci wprost.

    Zdecydowana większość lekarzy na początku swojej ścieżki zawodowej jest pełna ambicji i wizji „naprawy świata”, jednak po latach pracy duża część z nich czuje wypalenie zawodowe i zmęczenie nieustanną walką z biurokracją, niezadowolonym pacjentami, pracodawcami.

    Więcej…  
  • Witaminy dla naszej skóry

    Do najważniejszych witamin, które mają wpływ na kondycję naszej skóry, zalicza się witaminę B5 i B6, a także E. Nawilżają one skórę, działają przeciwzapalnie, a także usuwają wolne rodniki. Preparaty, które je zawierają zalecane są w przypadku podrażnień, trądziku czy starzenia się skóry.

    Witamina B5 (kwas pantotenowy).

    Witamina B5 jest słabo wchłaniana przez skórę, natomiast pantenol, który pod względem chemicznym jest bardzo zbliżony do kwasu pantotenowego, wchłania się znakomicie.

    Więcej…  

Aktualności seniora

Śpiączka cukrzycowa

Śpiączka cukrzycowa – powstaje w wyniku zaburzeń metabolicznych spowodowanych cukrzycą. Może być spowodowana zbyt wysokim poziomem cukru we krwi (śpiączka hiperglikemiczna) lub zbyt niskim poziomem cukru we krwi (śpiączka hipoglikemiczna).

Więcej…

Torbiel - cysta

Torbiel (cysta) – jest to wytwór ciała, z reguły o łagodnym charakterze. Powstaje w wyniku nieprawidłowości związanych z budową narządu, także w miejscach w których w przeszłości występowały stany zapalne.

Więcej…

Dodatek pielęgnacyjny do świadczeń emerytalno-rentowych

Przysługuje osobie całkowicie niezdolnej do pracy i samodzielnej egzystencji lub osobie która ukończyła 75 lat.

Więcej…

Pasje Seniora

CZATeria

seniorzy gotowe fb

Nowości

Wyszukiwanie